Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Po kolejnych wyborach w Polsce, gdy nadchodzi czas podsumowania ich wyników, nastaje również moment, w którym pojawiają się rozważania o widocznym dualizmie postaw: na terenach będących wcześniej w granicach II Rzeczypospolitej wygrywa PIS, a na tzw. Ziemiach Odzyskanych – na zmianę SLD lub PO. Poszukiwane są przyczyny, tworzy się skomplikowane teorie socjologiczne a tymczasem, jeśli zajrzymy w przeszłość a zwłaszcza gdy popatrzymy na czasy powojenne, przypadające lata od 1945 roku do początków lat 60-tych XX w., geneza takich a nie innych decyzji politycznych mieszkających tu Polaków staje się aż nadto czytelna.
22.03.2012r.


      Po kolejnych wyborach w Polsce, gdy nadchodzi czas podsumowania ich wyników, nastaje również moment, w którym pojawiają się rozważania o widocznym dualizmie postaw: na terenach będących wcześniej w granicach II Rzeczypospolitej wygrywa PIS, a na tzw. Ziemiach Odzyskanych – na zmianę SLD lub PO.

      Poszukiwane są przyczyny, tworzy się skomplikowane teorie socjologiczne a tymczasem, jeśli zajrzymy w przeszłość a zwłaszcza gdy popatrzymy na czasy powojenne, przypadające lata od 1945 roku do początków lat 60-tych XX w., geneza takich a nie innych decyzji politycznych mieszkających tu Polaków staje się aż nadto czytelna.

      Prześledźmy zatem wspólnie poszczególne zdarzenia. Rozpoczniemy od przybycia na te tereny Armii Sowieckiej w 1945 r. co nazwane zostało „Wyzwoleniem”. Sowieci przemieszczali się bardzo szybko, 17 stycznia zdobyli Warszawę a już w początkach lutego dotarli w pobliże Odry. Ich przybycie było gwałtowne. Poprzedzała ich fama oprawców, gwałcicieli i morderców. Nic zatem dziwnego, że miejscowa ludność albo uciekała przed nimi w popłochu, albo też decydowała się na pozostanie i krótkotrwały opór. Odosobnione przypadki okazanej gotowości do „porozumienia” z przybyszami kończyły się zwykle tragicznie, co jeszcze bardziej wzmagało ogólną atmosferę paniki. Zdarzały się nawet przypadki zbiorowych samobójstw całych wiosek.

      Po przejściu frontu, na jego tyłach, pozostały nieliczne, zagubione oddziały niemieckie, maruderzy, którzy siali dodatkowy terror, próbując przebić się do swoich formacji. A tymczasem na obszarach przez które przeszedł front zakładano zalążki administracji państwowej, podporządkowane jednak rozlokowanym w przy każdym takim ośrodku - sowieckim komisarzom wojskowym.

      Powstawały obozy dla wysiedlonej ludności niemieckiej do których ich przewożono i przygotowywano do wyjazdu w głąb Niemiec. Do opuszczonych domów wprowadzała się przybyła ludność, która napływała tu z rozmaitych przyczyn. Byli to: polscy żołnierze, funkcjonariusze służb porządkowych (tzw. „utrwalacze władzy ludowej”), a także pochodzący z głębi Polski w jej przedwojennych granicach cywile: od uczestników powstania warszawskiego po mieszkańców różnych regionów Polski, którzy postanowili zmienić swoje dotychczasowe życie, rozpoczynając je nieraz od zmiany nazwiska, aż po amatorów cudzego mienia, szabrowników, którzy liczyli na łatwy łup.

      Oprócz autochtonicznej ludności, na miejscu znajdowali się już wówczas Polacy – robotnicy przymusowi oraz więźniowie istniejących w czasie wojny obozów koncentracyjnych i jenieckich (np.: licznych filii Gross Rosen czy też innych obozów koncentracyjnych np.: w Sonnenburgu (Słońsku) i obozów dla jeńców września 1939 r w Woldenbergu (Dobiegniewie), a także wielu innych.

      Wkrótce zaczęli tu docierać przedstawiciele niepodległościowych formacji WiN, którzy z powodzeniem zakładali oddziały. Jeśli do tego konglomeratu dodamy także tę część ludności rodzimej, która, zwłaszcza na obszarach jakie należały do I Rzeczpospolitej, a które po 1918 roku w wyniku niepomyślnego plebiscytu – pozostały w Niemczech, a która przyznawała się nadal do polskości (np.: na terenie dawnej Grenzmark Posen-Westpreußen), to trzeba przyznać, dość oględnie, że taka polaryzacja środowisk nie sprzyjała powstawaniu więzi społecznych. Reżim stalinowski przypadający na lata 50-te zaowocował dalszym wyobcowaniem i zatomizował postawy mieszkańców. Po sfałszowanych w 1946 r. wyborach i referendum nastąpiły aresztowania wśród istniejących członków oddziałów patriotycznego ruchu oporu, nazywanych przez władzę ludową – „bandami”. O losach jednego z takich oddziałów pisano zresztą wcześniej (Link ) Zresztą, nie trzeba było nawet przynależeć do nielegalnej organizacji, aby zazwyczaj – z donosu sąsiedzkiego - nie popaść w kłopoty, które mogły skończyć się więzieniem. Jako przykład mogę przytoczyć relację jednego z mieszkańców małej wioski, który na wieść o śmierci Stalina wraz z innym rolnikiem w miejscowym sklepiku raczyli się alkoholem. Z donosu ich sąsiada – który uznał, że wychylali toasty bo cieszyli się z owej wiadomości – zostali oskarżeni, osądzeni i skazani na pobyt w więzieniu, skąd powrócili dopiero po kilku latach. I wówczas i teraz ich rodziny nadal mieszkają obok siebie – po sąsiedzku.
W połowie lat 50-tych dodatkowo przewieziono tu, w wyniku tzw. akcji „Wisła”, ludność narodowości głównie ukraińskiej i łemków.

      Po 1956 r. aż do połowy lat.60-tych XX w. to czas powrotów tzw. „sybiraków” – Polaków zesłanych podczas wojny lub wkrótce po jej skończeniu - w głąb Związku Sowieckiego. Środowiska „partyjne” były na „Ziemiach Odzyskanych” wyjątkowo silne. Obok ideowych, struktur PZPR i ZSL znajdowały się tu także jednostki wojskowe, których kadry poddawane były silnej indoktrynacji. Stacjonowały również aż do 1993 roku oddziały wojsk sowieckich. Pokłosiem dawnych układów partyjno-siłowym są istniejące obecne nieformalne układy biznesowo-decyzyjne, złożone z dawnych, głównych, tutejszych gestorów z czasów PRL-u oraz z ich dorosłych już dzieci. Lata 50-te to też był okres tworzenia wielkich, rolnych gospodarstw państwowych, tzw. pgr-ów. Ich pracownicy byli masowo „oduczani” odpowiedzialności – zarząd pgr-u rozdzielał pracę, a ta była często wykonywana niedbale, bez poszanowania publicznej własności. Zniszczona, wręcz zdegenerowana osobowość dawnych pracowników rolnych skutkuje dziś jakże często postawą roszczeniową, przy ich ogólnej nieporadności życiowej i niechęci do jakiejkolwiek aktywności. Nic więc dziwnego, że formacja, jaką jest PiS, która zakłada odpowiedzialność i wymaga świadomych wyborów, przegrywa z partiami, które nie stawiają takich warunków a w zasadzie żadnych. Osoby pochodzące z takich środowisk, które często wstydzą się swej proweniencji, chętnie uciekają do większych ośrodków miejskich, tworząc środowiska określone nazwą MWzWM.

      Aby panować nad nastrojami podzielonego społeczeństwa władza kierowała się starą zasadą „dziel i rządź”. Jej skutki obserwujemy do dziś, śladami są animozje pomiędzy mieszkańcami pobliskich miast lub pomiędzy całymi grupami społecznymi, które były umiejętnie sobie przeciwstawiane (np.: Gorzów Wlkp.-Zielona Góra; Bydgoszcz-Toruń; Koszalin-Słupsk oraz cyganie, autochtoni, Ukraińcy i Łemkowie – Polacy, ci „zza Buga” – Wielkopolanie itd.). Dominuje głównie spojrzenie „w przyszłość”, najistotniejszy staje się status materialny. Przerwane więzi rodzinne nie sprzyjają postawom refleksyjnym, ani analizie popełnianych błędów. Mało kto potrafi wymienić swoich pradziadków z imienia i nazwiska, mało kto wie skąd konkretnie jego rodzina pochodzi i w jakich okolicznościach znalazła się w obecnym miejscu zamieszkania. Jeśli dodamy do tego ogólny lęk jaki tu panował aż do lat 90-tych iż „Niemcy tu jeszcze wrócą” przy jednoczesnym poczuciu wyobcowania, decyzje polityczne jakie są tu podejmowane już mniej dziwią. Trzeba pracy, wręcz organicznej, aby przełamać utrwalone przez ostanie dziesięciolecia schematy.

/Kazia/


Komentarze
#1 | Kazia dnia 23.03.2012
Co zrobić aby to zmienić? Trzeba by robić to, co Przemysław Gosiewski w kielecczyźnie: działacze PiS-u - posłowie - musieliby jeździć od gminy do gminy, spotykac się z ludźmi, okazywać im zainteresowanie ich problemami, wysłuchiwać ludzkich żali. To wszystko.
#2 | Artur dnia 23.03.2012
W takim razie co zrobić żeby to zmienić? Z artykułu wynika, że te naleciałości mają podłoże historyczne... Pozdrawiam autorkę i podziwiam za ciężką pracę.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną